Legendy

o Lęborku.

 

PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE!!!

     autor: Piotra Nawrocki (kl. V D, SP Nr 3);

III Konkurs Literacki "Legendy Błękitnej Krainy"; (grudzień 2008 r.)

 

Legenda

o baszcie “Bluszczowej”

            Bardzo dawno, dawno temu, może osiemset, może tysiąc lat temu leżała w Polsce nad Morzem Bałtyckim tzw. “Błękitna Kraina”. Dookoła rozciągały się pola i lasy pełne zwierzyny, poziomek, jeżyn, jagód i grzybów.

            Rzeka Łeba i jej dopływ Okalica o błękitnej wodzie dodawała uroku tym terenom.

            Wśród pięknej zieleni nad cudowną rzeką zaczęła powstawać osada Lewino.

            Coraz więcej ludzi chciało mieszkać, żyć i pracować na tych uroczych terenach. Osada rozrastała się w bardzo szybkim tempie. Mieszkańcy uważali, że “Błękitna Kraina” to ich wspaniała miejscowość, a nie całe Pomorze. Wydawało im się, że wszyscy ludzie na świecie chcieliby tu mieszkać.

            Rozwijające się miasteczko mogło wzbudzać zazdrość okolicznej ludności. Zaczęto bać się wrogich wojsk. Miejscowi mężczyźni zaczęli budować mury obronne wokół osady. W ich skład wchodziło ponad trzydzieści baszt i półbaszt, dwie bramy (Gdańska i Słupska) oraz dwie furty. Mur był wysoki na sześć metrów, a całkowita jego długość wynosiła ponad tysiąc dwieście metrów. Budowa trwała ponad dwadzieścia lat.

            Przebywający na tych terenach Krzyżacy zmienili wówczas nazwę miejscowości z Lewino na Lauenburg.

         Ciągle rozbudowano miasto. Baszta “Bluszczowa” zbudowana w 1363 roku była wówczas jedną z najpiękniejszych baszt. U podstawy była czworoboczna. Jej kształt zmieniał się na ośmioboczny. Cegły tworzyły piękne wzory graficzne. Dach kryty dachówką kończył się miedzianą kulą.

            Wokół baszty zasadzano piękny i bardzo gęsty bluszcz, który oplatał basztę ze wszystkich stron. Mieniąca się w słońcu zieleń kryła budowlę aż do samego szczytu.

            Po ciężkiej pracy ludność odpoczywała w miejskich parkach i cudownych zakątkach osady. Szukano wtedy miejsc miłych i przyjemnych. We wszystkie dni wolne od pracy, niedziele i święta przy baszcie “Bluszczowej” zbierała się ludność miasteczka. Młode panny i kawalerowie tańczyli i śpiewali do późnych godzin nocnych. Ciepły wieczorny wiatr chłodził im twarze. Zabawom nie było końca. Każdy chciał przychodzić do najpiękniejszego zakątka miasta i bawić się, rozmawiać, śmiać się, śpiewać i tańczyć. W miłej atmosferze chcieli spędzać swój wolny czas.

            W kościele Św. Jakuba Apostoła ludzie łączyli się w pary i składali swoje śluby. Zapewne po Mszy Św. przychodzili bawić się w cieniu bluszczowej zieleni i podziwiać uroki swojego miasteczka. Na wesele przychodziła wówczas cała osada i wszyscy cieszyli się ze szczęścia młodej pary.

            Panna Zuzanna była święcie przekonana, że ślub i wesele w tak pięknym otoczeniu dobrze wróży na przyszłość. Namówiła swojego narzeczonego Jeremiasza do tego, by wyprawić wesele w pobliżu baszty “Bluszczowej”. Tańcom nie było końca. Weselnicy bawili się kilka dni.

            Nastał 1855 rok. Przyszła niezwykle mroźna i sroga zima. Bluszcz okrywający basztę zaczął marznąć i gnić. Z nadejściem wiosny nie było już po nim śladu.

            Posmutniały wtedy lęborskie panny, że nie będą miały gdzie się bawić. Kawalerowie uznali, że baszta dalej będzie nazywać się basztą “Bluszczową”. Nadal będą przychodzić tutaj w wolne dni, aby się razem zabawić, potańczyć, pośpiewać, pośmiać się i miło spędzić czas.

            Zuzanna i Jeremiasz żyli w zdrowiu i szczęściu przez długie lata. Razem dochowali się dzieci i wnuków. W swoim ogrodzie zawsze sadzili bluszcz, który przypominał im o najpiękniejszym dniu w ich życiu. Wszyscy wkoło podziwiali cudowny ogród tej pary. Z własnej woli zaczęli sadzić w swoich ogrodach bluszczowe żywopłoty i tworzyć ozdobne odmiany tej rośliny.

            Niestety, różne były losy Lęborka. Miasteczko nie zawsze należało do Polski, czasami wcielano je np. do Prus i Niemiec. Często też zmieniało swoje nazwy. Po drugiej wojnie światowej było tak zniszczone przez Rosjan, że dopiero po latach zaczęło odzyskiwać swój urok.

            Do dnia dzisiejszego mówi się o przepięknym zielonym bluszczu, który otulał najpiękniejszą basztę w Lęborku. Na pozostałe baszty wcale nie zwracano uwagi.

            W mieście pozostała już tylko jedna baszta, ta najpiękniejsza, baszta “Bluszczowa”, w pobliżu kościoła gotyckiego Św. Jakuba Apostoła i Szkoły Podstawowej Nr 3 w Lęborku.

            Ludność Lęborka nadal sadzi bluszcz w swoich ogrodach. Babcie bardzo często opowiadają swoim wnukom o Zuzannie i Jeremiaszu, ich szczęściu, weselu w pobliżu bluszczowej baszty i cudownych ogrodach otoczonych bluszczowymi żywopłotami.

mgr Wioletta NAWROCKA

AKTUALIZACJA STRONY: 22 grudnia 2008 r.

Na początek.          Powrót do strony głównej.